piątek, 11 września 2015

SAMO ZDROWIE - nieznany cukier


Cukier nieznany aż do schyłku średniowiecza


Znalezione obrazy dla zapytania cukier foto


Cukier to „nowość” w diecie człowieka.
10 000 lat temu, zanim nastąpił rozwój rolnictwa, nasi przodkowie żywili się zieleniną, korzonkami, orzechami, owocami, w niewielkiej ilości jajkami, a także rybami, skorupiakami i zwierzętami, których wnętrzności były bogate w tłuszcze.
Ale nie cukrem!

Jeszcze pod koniec średniowiecza cukier był prawie nieznany w Europie. Nieliczni uczestnicy krucjat przywozili go ze Wschodu, a niewiele wcześniej, w X w. w Indiach trzcinę cukrową odkryli Arabowie.

Rewolucja buraka cukrowego
W XIX w. odkrycie przemysłowych technik przetwarzania buraka cukrowego spowodowało w Europie prawdziwą eksplozję produkcji cukru.1
Cukier opanował niemal wszystko: wyroby cukiernicze i piekarnicze, ciepłe i zimne napoje, sosy i oczywiście nade wszystko wyrób cukierków.
Cukierki stały się symbolem szczęśliwego dzieciństwa, radości, świętowania (Mikołajki, Boże Narodzenie, urodziny…).
Z luksusowego dobra przerodził się w produkt powszedni. Stał się naszym nieodłącznym towarzyszem – coraz częściej organizm domaga się glukozy w każdej chwili dnia. Tu łyżeczka cukru do kawy, tam czekoladka, tu guma do żucia, tam cukierki i inne przekąski – wydaje nam się, że bez tego zwariujemy.
We Europie roczne spożycie cukru na mieszkańca wynosi już 39 kg! W Stanach Zjednoczonych – aż 79 kg!
Tylko 14 kg spożywamy w postaci sacharozy (cukru stołowego). Resztę w cukierkach, napojach gazowanych, ciastkach, herbatnikach, pokarmach typu fast-food i wszelkich przemysłowych artykułach spożywczych, zwłaszcza w sosach (ketchupie) i kremach do smarowania2.
Otyłość, symbol dobrobytu
Ta zmiana spowodowała istny wysyp chorób.
Od XIX w. otyłość była znakiem rozpoznawczym ludzi interesu. To nowe zjawisko (i na taką skalę) początkowo postrzegane było jako symbol... dobrobytu. Trzeba było całego stulecia, aby uświadomiono sobie, że tak naprawdę to... oznaka choroby.
Świadomość przyszła po II wojnie światowej, kiedy otyłość zaczęła być niepokojąco widoczna w amerykańskich miastach.
W 1942 r. amerykański lekarz Robert Boesler przyznał, że to cukier, a nie nadmierny apetyt, odpowiada za otyłość i powoduje próchnicę.
Lekarze spostrzegli jednak, że ich przestrogi nie służą niczemu, a spożycie cukru ciągle rośnie. W latach 60. XX w. zrodziła się więc teoria, że cukier to narkotyk.
Cukier narkotykiem?
Rzeczywiście, wchłanianie cukru powoduje uczucie euforii i sytości. Ale po szczycie produkcji insuliny, poziom glukozy (glikemia) spada gwałtownie, powodując złe samopoczucie, a nawet uczucie otępienia czy przypadki hipoglikemii. Człowiek znajduje się w stanie głodu, który popycha go do poszukiwania kolejnej dawki cukru.
Ta dawka powoduje tymczasowy zanik nieprzyjemnych stanów: niepokoju, lęku, zmęczenia, obniżenia aktywności umysłowej (pamięci, sprawności umysłowej…).
Cukier – a nie tłuszcz – jest główną przyczyną otyłości
Otyłość to nadmierny przyrost w ludzkim organizmie tłuszczu zwanego tkanką tłuszczową.
Wynika z szybkiego wchłaniania glukozy w komórkach w chwili szczytu insulinowego, który następuje natychmiast po przyjęciu dawki cukru.
Ciało znajduje się wtedy w dziwacznym stanie, w którym:
  • komórki są przepełnione glukozą i jedynym sposobem na jej przechowanie jest przetworzenie jej na tłuszcz;
  • w momencie, gdy poziom glukozy spada, krew „zgłasza” mózgowi brak glukozy, który domaga się kolejnej dawki cukru w pożywieniu.
Tłuszcz gromadzi się w tkankach. Tak zaczyna się otyłość.
Cukrzycowa zasadzka
To jednak nie koniec problemów. Przepełnione glukozą komórki stopniowo tracą wrażliwość na sygnały insuliny, hormonu wytwarzanego przez trzustkę, który nakazuje im wchłanianie glukozy z krwi.
Odmawiają przyjmowania więcej glukozy, poziom glukozy we krwi rośnie (hiperglikemia) i wkrótce mamy do czynienia z cukrzycą typu II.
Cukrzyca typu II to poważna choroba, gdyż krew przeciążona glukozą jest toksyczna dla ścianek naczyń krwionośnych.
Glukoza krążąca we krwi powoduje zwężanie się tętnic.
Dostajemy coraz mniej tlenu, co niszczy nerwy (neuropatia), powodując utratę wrażliwości.
Zwężanie dotyczy również małych naczyń krwionośnych, co zmniejsza ukrwienie. Rany trudniej się zabliźniają.
Skoro pacjent nie odczuwa bólu, nie niepokoją go różne zmiany pojawiające się na powierzchni kończyn. Infekcja rozwija się coraz szybciej. Grozi mu gangrena (martwica tkanek), a – w ostatecznym rozrachunku – amputacja.
Jeśli zwężanie dotknie tętnic siatkówki, pacjent traci wzrok. Jeśli dotknie naczyń doprowadzających krew do nerek, wynikiem jest niewydolność nerek. Cukrzyca niszczy naczynia krwionośne – jest więc jednym z najważniejszych czynników chorób serca.
W rzeczywistości, cukrzyca typu II może spowodować katastrofy we wszystkich organach, nawet jeśli udar, zawał, amputacja stóp i ślepota są jej najczęstszymi skutkami.
To wszystko nie jest tajemnicą! Zarówno lekarze, jak i dietetycy wiedzą o tym doskonale. Problemem jest jednak to, że nie proponują na szeroką skalę skutecznych rozwiązań wychodzenia z tego uzależnienia.
Detoks
Aby wyjść z uzależnienia od glukozy, najważniejsze jest się nie poddawać.
Tak jak w przypadku narkotyków, najtrudniejszy jest zawsze początek odwyku. Ale pamiętaj, że dość łatwo można się pozbyć przyzwyczajenia i nieumiarkowanego apetytu na cukier.
Kawa czy herbata bez cukru, zastąpienie słodkiego deseru orzechami lub twarożkiem, picie wody zamiast słodkich napojów początkowo może być frustrujące.
Ale wystarczy tylko kilka dni, aby przyzwyczaić się do takiej diety i rozwinąć nowe poczucie smaku, dużo bardziej wrażliwe na cukier i dużo gwałtowniej reagujące na jego nadmiar.
Post
Oczywiście systematyczne ćwiczenia fizyczne są doskonałe na oczyszczenie komórek z glikogenu (zapasów glukozy), ale najskuteczniejszą metodą jest krótkotrwały post.
Po upływie 36 godzin zapasy glikogenu kończą się i napoczynasz zapasy tłuszczu (katabolizm tłuszczu).
Według najnowszego badania opublikowanego w czasopiśmie „PNAS”, pory naszych posiłków, zwłaszcza kolacja, pozostają w sprzeczności z naturalnym rytmem ciała.
Naszym przodkom żywność trafiała się rzadko, a spożywali ją głównie w ciągu dnia, pozostawiając tym samym dużo czasu na nocny post. Pojawienie się sztucznego oświetlenia i industrializacja spowodowały, że człowiek zaczął przedłużać dzień po zapadnięciu zmroku, co zaowocowało kolejnymi posiłkami – tłumaczą autorzy.
Zalecają oni formę postu naprzemiennego, np. normalne odżywianie przez 5 dni, i nie więcej niż 500 kalorii (kcal) dziennie przez 2 pozostałe dni.
Te przyzwyczajenia żywieniowe, jak piszą:
są w rzeczywistości dużo bardziej podobne do przyzwyczajeń dzikich zwierząt i społeczności łowców i zbieraczy, którzy bardzo rzadko cierpią na otyłość, cukrzycę i choroby układu krążenia, albo wcale.3
Wydaje się to jednak bardzo restrykcyjne. Moim zdaniem (ale tylko moim!) wystarczyłoby choćby nie jeść po zachodzie słońca albo zjadać tylko lekką kolację (bo zimą, gdy słońce zachodzi ok. 16, byłoby to zbyt trudne).
Wybierać niesłodzone źródła glukozy
Maksymalne zmniejszenie spożycia cukru nie musi przecież prowadzić do całkowitego wykluczenia glukozy, która jest mocnym i szybkim paliwem dla Twoich komórek.
Jej słodki smak uruchamia trawienie, a także działanie hormonów i układu pokarmowego.
Trzeba jednak pamiętać, że w Twojej diecie znajdują się już liczne składniki niesłodzone, które są ważnym źródłem glukozy: pieczywo i inne produkty zbożowe z pełnego przemiału, makaron, rośliny strączkowe (soczewica, groch, fasola, bób), i zachęcam, by ograniczać ich spożycie na korzyść warzyw zielonych, białka i tłuszczu.
W żadnym wypadku, odstawiając słodycze, nie ryzykujesz deficytu glukozy!
A jeśli chodzi o osłodzenie potraw, to zamiast aspartamu i innych sztucznych słodzików, możesz bezpiecznie używać stewii.
Stewia, zdrowa i naturalna substancja słodząca
Stewia pochodzi z Paragwaju. Jest tradycyjnym składnikiem diety Indian Guaranis, nadającym słodki smak ich tradycyjnym napojom: zielonej herbacie lub maté.
Jej wartość słodząca jest 300 razy większa od wartości słodzącej cukru rafinowanego.
Uzyskuje się z niej biały, krystaliczny i bardzo słodki związek zwany stewiozydem.
Po raz pierwszy stewia została dopuszczona do obrotu w latach 70. XX w. w Japonii (obecnie jej spożycie wynosi tam 700 ton rocznie). Jest to wystarczająco długo, by stwierdzić brak szczególnych efektów ubocznych. Japończycy od dawna dodają ją do żywności i napojów bezalkoholowych (w tym do Coca-Coli), gdyż od 1969 r. większość słodzików syntetycznych została tam zakazana.
Stewia obniża poziom próchnicy i poziom cukru u stosujących ją osób.
Zresztą, Indianie Guaranis używali stewii jako rośliny o właściwościach leczniczych, przede wszystkim przyspieszającej zabliźnianie ran, a także o działaniu regulującym poziom płynów ustrojowych oraz stymulującym.
Zmniejsza apetyt i zapotrzebowanie na węglowodany.
Dlaczego więc nie jest bardziej popularna?
Zwyczajnie dlatego, że rządy europejskie i amerykańskie wpadły na kiepski pomysł zakazania jej pod błahymi pretekstem (na podstawie anonimowych skarg i z nadmiernej ostrożności…).
Dopiero 11 listopada 2011 r. Komisja Europejska dopuściła wykorzystanie ekstraktu ze stewii (glikozydy stewiolowe) jako substancji słodzącej. Dwa lata wcześniej oczyszczona postać stewii, tj. rebaudiozyd A (przynajmniej 97%) została dopuszczona do obrotu we Francji jako składnik pokarmowy.
Dziś już żadne przepisy nie zabraniają osobom, które chcą walczyć z uzależnieniem od cukru, stosować stewię. Nie ma więc już powodu, by czekać z jej używaniem. Nawet w Święta Bożego Narodzenia odrobina stewii (można ją nabyć w supermarketach) pozwoli zastąpić kilogramy cukru.

Artykuł zaczerpnięty z POCZTY ZDROWIA.

poniedziałek, 7 września 2015

O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI W DEPRESJI?



"JESTEŚ TYM, CO JESZ”

O smutnym życiu pisał już Hipokrates, jakby przewidując, że ta choroba kiedyś, w przyszłości, stanie się wielkim problemem zdrowotnym i medycznym. Z szacunków WHO wynika, że współcześnie na depresję cierpi ponad 15 proc. populacji, a u osób starszych, powyżej 65 roku życia wskaźnik ten wzrasta do 20 proc. 

Znalezione obrazy dla zapytania smutek foto 

A u pensjonariuszy domów opieki społecznej podwaja się. Badania epidemiologiczne prowadzone na całym świecie dowodzą, że u ponad połowy chorych na depresję i leczących się u lekarzy ogólnych choroba ta nie zostaje nigdy rozpoznana. Szczyt zachorowań przypada pomiędzy 35 a 55 rokiem życia i częściej chorują kobiety.

Depresja jest bardzo tajemniczą chorobą i tak naprawdę to niewiele o niej klasyczna medycyna wie. Jak mało która choroba, może ujawnić się pod maską innych schorzeń i przypadłości, np.: bólów żołądka, kręgosłupa, serca, ogólnego zmęczenia, braku wytrwałości itd. Współczesna medycyna nie ukrywa, że nie radzi sobie z tą powszechną posępnicą.

Jeszcze nie tak dawno o depresji nie pisało się wcale i mało kto słyszał o takiej chorobie, a sama nazwa kojarzyła się bardziej z pojęciem geograficznym niż z chorobą. Teraz depresja stała się modna, mówi i pisze się o niej bardzo dużo. Mimo tego ponad połowa chorych na depresję nie korzysta w Polsce z żadnej opieki.

W Polsce, według lekarzy, panuje nieuzasadniony powszechny lęk przed psychiatrami, a ponadto część chorych uważa, że z własnym smutkiem najlepiej poradzą sobie sami. A ci, którzy szukają pomocy u lekarzy ogólnych, nie zawsze otrzymują odpowiednią pomoc. Zamiast trafnej diagnozy często otrzymują leki uspokajające, przeciwbólowe i nasenne.

Jak rozpoznać depresję? Jakie objawy jej towarzyszą? Kiedy jest to na pewno depresja? Depresja to smutne życie, bo smutek trwa miesiącami. Typowe objawy to: poczucie bezradności i beznadziejności, przygnębienie, czarne myśli, brak poczucia własnej wartości, ciągłe poczucie winy, pesymizm. Chory ma trudności z myśleniem i skupieniem uwagi.

Ale to, co rzuca się w oczy najbardziej, to uczucie stałego zmęczenia i wyczerpania, całkowity brak energii i lęk, który obezwładnia chorego. W bardzo poważnych przypadkach występują myśli samobójcze. Co jest ważne przy rozpoznaniu depresji, to czas trwania objawów: smutek i przygnębienie utrzymują się tygodniami i miesiącami.

Medycyna holistyczna nie leczy chorób ale całego człowieka. Dlatego to, co lekarze nazywają depresją, makrobiotyka ujmuje jako zespół sygnałów i informacji wysyłanych przez nasze ciało do naszej świadomości, abyśmy zareagowali i zmienili nasze życie. Bo tak naprawdę, to każda choroba ma jeden cel, pokazuje nam że nie żyjemy tak, jak powinniśmy żyć.

Tak zwana depresja i wszystkie inne choroby jest pochodną całego szeregu wykroczeń jakich dokonał i dokonuje nadal współczesny człowiek w stosunku do przyrody i całego świata Matki Natury. Przypatrzmy się bliżej symptomom czy oznakom depresji. Przede wszystkim jest to poczucie stałego zmęczenia, wyczerpania, całkowity brak energii oraz obawy i lęki.

W starożytnej medycynie Dalekiego Wschodu lęk i strach zawsze był związany z nerkami i przy depresji ten organ należ przede wszystkim uzdrowić. Człowiek prawdziwie zdrowy nie powinien odczuwać chronicznego strachu i ciągłego zmęczenia. Każdy brak energii bierze się zawsze z nieodpowiedniego odżywiania i tym samym z nieodpowiedniego stylu życia i to należy jak najszybciej zmienić.


Artykuł zaczerpnięty z biuletynu ŻYCIE BEZ CHORÓB  www.zyciebezchorob.pl

środa, 2 września 2015

UWOLNIJ UMYSŁ

UCZMY SIĘ AKCEPTOWAĆ ŻYCIE

Znalezione obrazy dla zapytania spokój foto

Nie chodzi o bierność, bezczynność, próżniactwo czy lekceważenie. Raczej o pogodzenie się z tym, co nie jest od nas zależne i spokojne przyglądanie się temu, co nam się przydarza. Należy porzucić przekonania, że zawsze o coś trzeba walczyć, coś umieć, coś wiedzieć. Zamiast siłować się z przeszkodami, szczególnie tymi na które nie mamy wpływu, lepiej zaakceptować fakt, że w życiu najczęściej jesteśmy bezradni wobec wydarzeń.
1. DECYZJE PODEJMUJ SPONTANICZNIE - nie analizuj nadmiernie sytuacji, zaufaj swojej intuicji. Im częściej będziesz z niej korzystała, tym bardziej wzrośnie jej siła.

2. ŻYJ TU I TERAZ - korzystaj ze swojej wspaniałej pamięci kiedy potrzebujesz wiedzy, jak coś zrobić, ale nie oddawaj się zbyt często wspomnieniom. Pozwalaj myślom, które przychodzą do ciebie, także odejść.

3. BĄDŹ CIERPLIWA - na nic nie czekaj, przyjmuj to co się zdarza ze spokojem i akceptacją.

4. PRZESTAŃ SIĘ ZAMARTWIAĆ - przeszłość minęła, jest poza nami i nie ma sensu poświęcać jej więcej czasu. Przyszłość jest jeszcze nie odkryta. To co najważniejsze to czas aktualny - temu poświęć swoją uwagę. Twoje przesłanie wyniesione z przeszłości powinno brzmieć "jeśli do tej pory radziłam sobie w trudach życia, to znaczy, że dam radę i teraz". A błędy, które czasem popełniamy uczą i sprawiają, że jesteśmy silniejsze.

5. NIE PRZYWIĄZUJ WAGI DO RZECZY, KTÓRE SĄ OD NAS NIEZALEŻNE - odpuść sobie kontrolę i głębokie analizowanie. Raduj się z piękna i dobra, którego jest wiele wokół nas. Naucz się to dostrzegać, ale nie traktuj tego jak własność. 

6. BĄDŹ PRACOWITA, ALE NIE RZUCAJ SIĘ W WIR PRACY - nie wykorzystuj pracy jako ucieczki i nie popadaj w przesadę z innymi aktywnościami, by zrekompensować sobie własne słabości. Pracuj dla przyjemności.

7. BĄDŹ TWÓRCZA I OTWARTA NA ŚWIAT - głośno wypowiadaj swoje zdanie, ale i dopuszczaj innych do głosu nawet jeśli mają inny punkt widzenia. Nie bądź uparta lecz jasno wyrażaj swoje poglądy - bez agresji.

8. NIE UZALEŻNIAJ SIĘ OD PRZYJEMNOŚCI, ALE BĄDŹ PEŁNA RADOŚCI - kiedy spotyka cię coś miłego, rozkoszuj się, ale za chwilkę idź dalej - spotka cię inna miła rzecz - nawet jeśli nie będziesz jej uparcie wypatrywała. Nie chowaj się za swoimi przyzwyczajeniami, które dają przyjemność, ale i oddalają od prozy życia.

9. NIE PRZEJMUJ SIĘ ZBYTNIO SWOIMI UCZUCIAMI - niech radość będzie radością, smutek smutkiem. Przeżywaj to i akceptuj. Nigdy się tych uczuć nie wstydź i nie wypieraj.

10. ODPUŚĆ SOBIE DĄŻENIE DO BOGACTWA, WŁADZY, ZWYCIĘSTWA -  wtedy przestaniesz być niewolnikiem, a jeśli przyjdą przyjmiesz je oczywiście z radością i wewnętrznym spokojem.

11. W ZWIĄZKU ZACHOWAJ WEWNĘTRZNĄ WOLNOŚĆ - kochaj bez zaborczości, bez chęci posiadania. Szanuj i respektuj potrzeby swojego partnera oraz własne.

Naucz się odpuszczać! Rób właściwe rzeczy we właściwym czasie. Skupiaj się na teraźniejszości, nie zamartwiaj się o przyszłość i nie grzeb w przeszłości. Warto się tego nauczyć!!!

czwartek, 27 sierpnia 2015

WIERSZE I WIERSZYKI - moje i niemoje

SZLACHETNOŚĆ - GODNOŚĆ CZŁOWIEKA

Znalezione obrazy dla zapytania podobać się foto

Komu się podobać?


Podobać się samemu sobie - 
to niepotrzebne...

Podobać się ludziom - 
to niepewne...

Podobać się mass mediom - 
to ryzykowne...

Podobać się przeciwnikom - 
to wyjątkowe...

Podobać się przyjaciołom - 
to zawodne...

Podobać się wszystkim - 
to niemożliwe...

Podobać się Panu Bogu - to jedynie się liczy !

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

WAŻNE - DO WIADOMOŚCI WSZYSTKICH !!!



 Od kilku lat prenumeruję Pocztę Zdrowia, postanowiłam dzielić się z Wami ciekawymi i ważnymi sprawami na temat zdrowego życia. Oto one:
 Znalezione obrazy dla zapytania margaryna light foto

Unikaj produktów 0%

Ze względu na powszechność występowania nadwagi, nadciśnienia i cukrzycy zaczęliśmy się obawiać zbyt pożywnych i zbyt kalorycznych artykułów żywnościowych.
Jak zwykli mawiać Ci na tzw. diecie – najgorsze jest to, że wszystko, co najlepsze, jest zabronione!
Producenci żywności szybko zareagowali na takie stwierdzenie i postanowili uznać to za nową marketingową możliwość, do wykorzystania na rynku.
Konsumenci lubią słodkie napoje, chipsy, słodycze, ciastka czekoladowe, smarowidła pełne oleju i masła. Lekarze zabraniają im tych produktów. Zatrudnijmy zatem inżynierów chemików, którzy wymyślą żywność o słodkim smaku, ale niezawierającą cukru, o konsystencji tłuszczu, ale niezawierającą tłuszczu.
Wyzwanie, które 50 lat temu wydawało się nie do pomyślenia, teraz podjęto w rekordowym tempie. Produkty z zawartością 0% tłuszczu i 0 kalorii zalały półki supermarketów... ale to był zaledwie początek katastrofy.

Saga rodu margaryn
Być może ani dzieci w wieku szkolnym, ani studenci medycyny tej historii nie znają. Ale ci z nas, którzy mają już na głowie kilka siwych włosów, pamiętają aferę związaną z margaryną, tak kłopotliwą dla całego środowiska dietetyków.
Początki margaryny sięgają czasów Napoleona III, który ogłosił konkurs na poszukiwanie „tłustej materii, podobnej do masła, ale w niższej cenie, która długo utrzyma świeżość i wartość odżywczą, nie psując się”.
Pierwszy, któremu udało się wyprodukować margarynę, był farmaceuta, Mège-Mouriès. Z tłuszczu wołowego, mleka i wody sporządził białą emulsję, złożył wniosek patentowy i tak oto rozpoczęło się jej upowszechnianie na wielką skalę.
Wynalazca musiał zmierzyć się protestami przedstawicieli gastronomii, takimi jak np. Catherine Bonnechère, która w swojej książce La Cuisine du siècle (kuchnia wieku), opublikowanej w 1895 r., wypowiada się następująco:
Oleo-margaryna to sztuczne masło wyprodukowane z rozdrobnionego tłuszczu wołowego lub łoju, następnie podgrzanego. [...] jest dla ludności szkodliwe, gdyż wykorzystuje się złej jakości stary łój i miesza z niebezpiecznymi olejami. [...] Należałoby zatem chronić zarówno rolnika, jak i konsumenta, używając barwnika, który pozwoliłby wszystkim odróżnić margarynę od masła. Sprzedawcy hurtowi obawiają się jednak tego procederu, który ograniczyłby oszustwa na maśle, do jakich dochodzi. Dobre masło niezbędne jest w kuchni, i trzeba strzec się jak najmocniej przed falsyfikatami.
Zaproponowano nawet używanie małego przenośnego urządzenia o nazwie „masłokontroler” (fr. vérifie-beurre), dzięki któremu można by odróżnić prawdziwe masło od margaryn.
Niestety, nie tylko nie posłuchano Catherine de Bonnechère, ale producenci wręcz jeszcze doskonalili produkcję margaryny (czytaj: zmniejszali koszty), zastępując tłuszcze zwierzęce tanimi olejami roślinnymi.
W efekcie odkryli oni proces uwodornienia olejów.
Szybko zauważono liczne zalety tego nowego typu margaryny...
Po pierwsze, była wygodniejsza w użyciu, ponieważ pozostawała miękka w lodówce; można było więc natychmiast, bez czekania, posmarować nią chleb. Po drugie, margaryna była oszczędniejszym rozwiązaniem, ponieważ pochodziła z olejów roślinnych. Wreszcie, i to było w tym wszystkim najgorsze, dietetycy – o zgrozo – przyjęli, że przetworzone tłuszcze trans (inaczej: nienasycone) są najlepsze dla zdrowia. Tak, nie tylko równie dobre, ale: najlepsze!
Po milionach lat jedzenia tłuszczów zwierzęcych, istota ludzka spostrzegła nagle, że poszła złą drogą konsumpcji naturalnych produktów, z której natychmiast należy zawrócić i zacząć spożywać żywność zawierającą syntetyczne kwasy tłuszczowe! Fałszerstwo było tak duże... że ludzie łyknęli je bez mrugnięcia okiem.
Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku większość gospodyń domowych uważała, że chroni swoją rodzinę, zastępując masło nafaszerowaną tłuszczami trans margaryną.
W końcu zrozumieliśmy, ale zajęło to cały wiek, że sztuczne kwasy tłuszczowe trans powodują raka i zawał serca.
Dziś są po prostu zakazane w sprzedaży. I dopiero wtedy, gdy zostały zabronione, dietetycy w końcu się wypowiedzieli!
W zamian dostaliśmy… produkty „0% tłuszczu”.

Produkty zero kontra sto procent
Obecnie niemal wszystkie oferowane w supermarketach produkty zawierające tłuszcz występują również w wersji „light” lub nawet „0%”.
Problemem jest tłuszcz, który daje kremową konsystencję. Jeśli usuniesz go z danego produktu, to pozostanie ci coś w rodzaju tektury...
Ale istnieje pewien trick: tłuszcz można zastąpić mąką lub skrobią (na przykład kukurydzianą), które stosuje się jako środek zagęszczający.
Pragnę, aby wszyscy wiedzieli, że skrobia jest cukrem, który równie szybko, a może nawet szybciej niż kostki cukru – przekształca się w żołądku w glukozę.
W efekcie skrobia, mimo, że nie jest słodka, jest niczym więcej jak łańcuchem cząsteczek glukozy. Zaczyna rozkładać się w kontakcie z zawartym w ślinie enzymem – amylazą.
Kostki cukru składają się z sacharozy, czyli dwucukru będącego połączeniem fruktozy i glukozy. Dlatego też wolniej niż skrobia podnoszą poziom cukru we krwi (tzw. glikemia).
Jeśli chcesz schudnąć, to za wszelką cenę unikaj produktów z wysokim indeksem glikemicznym, a więc wszystkich artykułów spożywczych „o obniżonej zawartości tłuszczu”, wzbogacanych mąką lub skrobią, które są cukrami o wysokim indeksie glikemicznym.

Wniosek
Krótko mówiąc, nie miej złudzeń, że możesz zacząć zdrowo się odżywiać, zachowując stare nawyki żywieniowe zastępując jedynie dotychczas spożywane produkty tymi „o zmniejszonej zawartości tłuszczu”.
Aby kontrolować swoją wagę, musisz zmienić od podstaw wszystkie swoje nawyki żywieniowe i styl życia.

niedziela, 23 sierpnia 2015

NAPRAWDĘ ZDROWE CIASTO

Miewam napady na słodkości. Czasami potrafię spałaszować całą czekoladę z orzechami (tę niemiecką z tzw. okienkiem). No, ale za chwilę pojawiają się mieszane uczucia - pytam sama siebie "musiałaś, aż tyle zjeść?"

Nie tak dawno w rozmowie z koleżanką, kiedy to wymieniałyśmy doświadczenia kulinarne z zakresu zdrowego żywienia, podała mi recepturę  NAPRAWDĘ ZDROWEGO CIASTA. Zrobiłam je w weekend,  jest szybkie i proste w przygotowaniu. Smak ma finezyjny, pragnę się z Wami podzielić przepisem.




1. Zmiksuj 1/2 szklanki orzechów najlepsze są włoskie z 1/2 szklanką dorodnych rodzynek (namoczonych wcześniej w wodzie), dosyp do tego 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego. Tą masą wylep dno tortownicy o średnicy 20 cm.



2. Zmiksuj 1 duże awokado z 3 bananami i 14 namoczonymi wcześniej daktylami, na koniec dosyp 5 łyżek dobrego ciemnego kakao. Tę masę wyłóż na spod i rozsmaruj równiutko.




3. Na krem wyłóż dowolne owoce. Najlepiej smakują borówki i jagody, ale można i maliny. Ciasto wstaw na noc do lodówki. Podawaj następnego dnia. 





Kochani bardzo polecam i zachęcam do zrobienia tego wyjątkowo zdrowego ciasta. Wszystkie zawarte w nim składniki to Samo Zdrowie!!!

S  M  A  C  Z  N  E  G  O

niedziela, 16 sierpnia 2015

KULINARKA - CIASTO Z MALINAMI I ORZECHOWĄ KRUSZONKĄ

Znalezione obrazy dla zapytania maliny foto

Uwielbiam maliny. Te sezonowe owoce urzekają mnie nie tylko smakiem, nawet kiedy patrzę na nie robi  się weselej. Lubię kolor malinowy: w ubraniu, pomadce, torebce, lakierze do paznokci...po prostu tak mam. No i fajnie...

Dzisiaj czas na ciasto z malinami.
Piekę je zawsze latem, kiedy owoce są świeże. Tym razem była też okazja, aby tym aromatycznym ciastem celebrować Święto Wojska Polskiego. Tak się składa, że moi faceci w domu (mąż i syn służą ojczyźnie). Tym samym zasyłam wszystkim w jakikolwiek sposób związanym z wojskiem serdeczne wojskowe pozdrowienia.






Potrzebne produkty:

Ciasto: 
- 20 dag mąki pszennej typu 200
- ciut soli
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 12 dag cukru
- 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią (można wydrążyć środek z laski wanilii)
- 12 dag masło o temp. pokojowej
- 1/4 szkl jogurtu naturalnego gęstego
- 2 jaja
- 1/2-3/4 kg malin

Kruszonka:
- 5 dag cukru muscovado
-  5 dag cukru białego
- 1 łyżeczka przyprawy korzennej
- 1 łyżka korabu
- 2 łyżki mąki orzechowej (taka z prawdziwych orzechów, można zmielić orzechy samodzielnie)
- 8 dag zimnego masła

Kruszonkę robimy rękoma. Do miski wkładamy produkty i  rozcierając palcami wszystkie składniki łączymy je w grudkowatą masę. Im więcej grudek tym kruszonka lepiej smakuje.

Sposób wykonania:

Mąkę z solą i proszkiem do pieczenia połączyć. Masełko zmiksować z cukrem i c. waniliowym na puch. Dodać mąkę i jeszcze trochę miksować, ok. 1/2 minuty. Robić to na wolnych obrotach. Dodać maliny lekko mieszając je z ciastem. 




Nagrzać piekarnik, ciasto wykładamy na tortownicę o średnicy 20 cm, wyłożoną papierem do pieczenia. Na wierzch wykładamy kruszonkę. Pieczemy w 180-200 stopniach ok. 1 godziny. Wyjmujemy i pozostawiamy do wystudzenia.





Oczywiście piekłam  ciasto z powiększonej porcji produktów, aby gościło na naszym stole przez weekend. Okazało się -  część powędrowała do przyjaciół i wiem, że im też smakowało.




Tego samego życzę również Wam Kochani blogowicze. Pozdrawiam malinowo